Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 6 września 2018

Lakier do ust SHOW MATTE LIP LACQUER

Hej dziewczyny!:)
Dzisiaj jest czas na kolejną recenzję następnego produktu marki Revers Cosmetics:) Jeśli nie czytałyście mojej opinii na temat pudru ryżowego z tej firmy to polecam cofnąć się do poprzedniego wpisu!:)
Zapraszam Was do zapoznania się z moją recenzją na temat Lakieru do ust SHOW MATTE LIP LACQUER
 Posiadam numer 16. Jak już jesteśmy przy kolorze to muszę przyznać iż jestem nieco rozczarowana, gdyż na stronie pomadka miała inny odcień niż w rzeczywistości. Niestety moje zdjęcia również nie odzwierciedlają jej faktycznego wyglądu.W rzeczywistości jest to bardziej cukierkowy, jasny róż - dość krzykliwy. Opakowanie zawiera 5ml. Aplikator to mała gąbeczka - wygodnie nakłada się nią produkt na usta. Zapach jest mocny ale osobiście mi to nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie:)
Jeśli natomiast chodzi o trwałość to... Producent zapewnia iż ma utrzymywać się do 6 godzin... Czy faktycznie tak jest? Niestety nie bardzo. Już po pół godziny pomadka niezbyt ładnie zbiera się w we wszystkich załamaniach. Jak można się domyślić nie przetrwała ani próby jedzenia ani picia. Niestety jestem bardzo rozczarowana:( Po pozytywnych wrażenia używania pudru ryżowego spodziewałam się naprawdę wiele. Jednak pomadka nie spełniła nawet minimum... Jednak może pozostałe kolory będą zachowywać się na ustach w inny sposób. Hmm, sama nie wiem.
Pozostałe kolory możecie zobaczyć tutaj: KLIK
A może Wy macie inną opinię na temat tego produktu?
Chętnie poczytam w komentarzach:)

środa, 5 września 2018

Puder ryżowy DERMA FIXER Revers Cosmetics

Witajcie moje drogie!:)
Tak jak obiecałam w ostatnim poście - dzisiaj moja recenzja jednego z produktów firmy Revers Cosmetics:) Na pierwszy ogień idzie puder ryżowy!
Tak więc opakowanie zawiera 15g produktu. Jak zobaczycie poniżej, opakowanie jest minimalistyczne i eleganckie - takie jak lubię:) W środku znajdziemy gąbeczkę do nakładania. Jak wiadomo jest on transparentny tak więc nie ma żadnego problemu z dopasowaniem odpowiedniego koloru co moim zdaniem jest świetne.
Jest bardzo wydajny - wystarczy niewielka ilość aby ładnie zmatowić buźkę. Co do utrzymywania się to mogę powiedzieć iż moja buzia, która ma tendencję do świecenia się niczym kula na dyskotece - twarz nie świeci się po nim przez ok. 6h bez poprawek. Uważam to za rewelacyjny wynik i zdecydowanie jest moim obecnym faworytem:) Wracając jeszcze do aplikacji to jego nadmiar możemy bez problemu ściągnąć chusteczkę lub wacikiem, tak więc nie przesadzimy z jego ilością:)
Nie spowodował żadnego dyskomfortu - nie uczulił ani nie podrażnił mojej twarzy.
Reasumując: jestem bardzo zadowolona, puder sprawdza się rewelacyjnie więc będę go używać do samego końca z wielką przyjemnością:)
Możecie go znaleźć tutaj: KLIK 
A Wy używacie pudrów ryżowych? A może nie podzielacie mojej opinii co do tego produktu? Piszcie w komentarzach!:)

poniedziałek, 19 grudnia 2016

Riviera Escape YC - powrót do lata z Yankee Candle!

Cześć! :*
Dzisiaj będę chciała spróbować zabrać Was w przepiękne, gorące i rześkie klimaty :D Spójrzcie na naklejkę wosku Riviera Escape od Yankee Candle i spróbujcie się tam przenieść :D
Informacja o zapachu ze strony Goodies:
Wosk z rześkiej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic o zapachu delikatnej bryzy morskiej połączonej z aromatem śródziemnomorskich kwiatów oraz niewielkim dodatkiem ambry.
 
Moja opinia:
Na samym wstępie pragnę powiedzieć, że wosk Riviera Escape kupiłam ze względu na przepiękną naklejkę i bardzo ładny kolor tartaletki :D Natomiast jeśli chodzi o jego zapach jest on bardzo przyjemny i świeży. Po dokładniejszym wwąchaniu się w niego, czuję męską nutę. Należy do tych bardziej intensywniejszych zapachów ale nadal jest on naprawdę miły. Sądzę, że idealnie nadaje się na sezon letni, kiedy to wieczorem robi się przyjemny chłodek, a my nie mamy możliwości być nad prawdziwym morzem. Uważam, że ten wosk może nas "przenieść" w takie przepiękne klimaty :D Jestem jak najbardziej na tak jeśli chodzi o ten zapach! :D
Zapraszam do zapoznania się z ogromną ofertą strony Goodies
Ten zapach możecie znaleźć tutaj

niedziela, 18 grudnia 2016

Cassis YC - powrót do lata z Yankee Candle!

Hej! :*
Poprzednia recenzja wosku przypadła Wam do gustu jeszcze bardziej niż pierwsza, z czego niezmiernie się cieszę :D Naprawdę miło jest widzieć, że ktoś tutaj zagląda i interesuje się z moim zdaniem :D
To było tak słowem wstępu :) Dzisiaj chciałam podzielić się moją opinią na temat wosku Cassis od Yankee Candle. Zainteresowanych zapraszam do lektury! :)
Informacja o zapachu ze strony Goodies:
Wosk z owocowej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic. Wyczuwalne aromaty: czarna porzeczka.
 
Moja opinia:
Zapewne nie wiecie, że bardzo lubię sok porzeczkowy, ciekawostką jest, że samych owoców niestety nie jadam... To prawie jak z jedzeniem pomidorów, a nie lubieniem ketchupu... :P W każdym razie, skusiłam się na ten wosk ze względu na to, że sok porzeczkowy naprawdę ubóstwiam. Po cichu liczyłam, że wosk będzie jego odzwierciedleniem i będę w raju. Niestety zawiodłam się :( W pierwszej chwili, gdy wyjęłam go z przesyłki myślałam, że to jakiś inny wosk. Przy pierwszym powąchaniu czułam bardziej kwiatową niż porzeczkową woń... Spodziewałam się bardziej, nie wiem jak to nazwać, kwaśnego, cierpkiego zapachu... Moim zdaniem nie jest orzeźwiający i niestety odbiega od prawdziwego zapachu czarnej porzeczki.
Zapraszam do zapoznania się z ogromną ofertą strony Goodies
Ten zapach możecie znaleźć tutaj

czwartek, 15 grudnia 2016

Orange Splash YC - powrót do lata z Yankee Candle!

Witajcie kochane! :*
Wczoraj pojawił się pierwszy post z serii "Powrót do lata z Yankee Candle", który chyba przypadł Wam do gustu patrząc na liczbę jego wyświetleń :D Dlatego też dzisiaj przyszła pora na kolejny wosk, tym razem Orange Splash czy nieco orzeźwienia :D
Informacja o zapachu ze strony Goodies:
Świeżo przygotowana, lekko zmrożona, podana w oryginalnej formie oranżada pomarańczowa gotowa do... natychmiastowego powąchania! Aromaterapeutyczna niespodzianka od Yankee Candle, zaplanowana specjalnie na nadchodzące, upalne dni. Orange Splash to po prostu eksplozja cytrusowej świeżości. W pięknie wybarwionej, bardzo żywiołowej tarteletce mieści się esencja wydobyta z całego kosza południowych, bardzo soczystych owoców. Pomarańcze są tu słodkie i rześkie jednocześnie. Zapach, mimo że jednoskładnikowy, nie jest mdły, nie nudzi się i nie przejada. Pomarańczowa esencja fantastycznie wypełnia pomieszczenie, odświeża przestrzeń i stawia sprawny odpór męczącym upałom. Uroczy wosk Orange Splash to zastrzyk pozytywnej energii, zapachowy antydepresant i aromatyczna bomba, w której zakocha się każdy wielbiciel naturalnych, mocno cytrusowych nut.

Moja opinia:
Czym kierowałam się przy wyborze tego wosku? Szukałam czegoś bardzo orzeźwiającego i świeżego co dodatkowo umili mi upalne (i nie tylko) dni. Jednak z jednej strony trochę się bałam, że okaże się zapachem tym takim cytrusowym do toalet :P Nie wiem jak to opisać, na pewno wiecie o co mi chodzi :D Jednakże gdy go otrzymałam moje wątpliwości zostały rozwiane. Bardzo przyjemny i realistyczny zapach. Jednak jest on bardzo intensywny co niestety niezbyt mi odpowiada w tym przypadku. Jego niewielka ilość pachnie bardzo mocno, co niestety wywołuje u mnie negatywne odczucia na jego temat :( Jednakże za dobrze oddany cytrusowy zapach należy mu się wielki plus :D
Zapraszam do zapoznania się z ogromną ofertą strony Goodies
Ten zapach możecie znaleźć tutaj

środa, 14 grudnia 2016

Summer Scoop YC - powrót do lata z Yankee Candle!

Cześć! :*
Dzisiaj przybywam do Was z pierwszym wpisem z serii którą Wam ostatnio zapowiedziałam czyli "Powrót do lata z Yankee Candle" :D Na pierwszy ogień idzie wosk Summer Scoop, do którego na zakup skusiła mnie sama naklejka, która wygląda przepysznie :D
Informacja o zapachu ze strony Goodies:
Waniliowy mus – odpowiednio zmrożony – podany w towarzystwie świeżo przygotowanego, słodkiego, truskawkowego sosu. Albo wielkie, pyszne lody – składające się z nałożonych naprzemiennie, śmietanowych i owocowych gałek. Po prostu doskonałe, letnie orzeźwienie i moc owocowej przygody. Inspiracja, która stała się pobudką do stworzenia niezwykle wakacyjnego wosku – Summer Scoop. Pozbawiona kalorii kompozycja pozwala zamienić każdy, nawet najbardziej pochmurny dzień w letnie, ciepłe popołudnie – esencja pobudza umysł i koi zmęczone bezbarwną codziennością zmysły, racząc je pyszną, truskawkowowo-waniliową delicją.

Moja opinia:
Co tu dużo mówić, wosk Yankee Candle Summer Scoop jest wspaniałym i słodkim zapachem, który przypomina przepyszne lody truskawkowo-śmietankowe! Mimo swojej słodyczy nie jest mdlący i z pewnością przypomina lato. Może nie dosłownie, ale jak wiadomo właśnie w tym okresie najczęściej jemy takie pyszności. Z jednej strony jest bardzo dobrze wyczuwalny ale nie jest też jakoś specjalnie nachalny. Nawet po zgaszeniu kominka jego zapach unosi się w pomieszczeniu przez dość długi czas, co jest jego kolejną zaletą. Gdybym miała zachęcić kogoś do kupna z pewnością zrobiłabym to tymi słowami: "jeśli chcesz znowu poczuć lato i zasmakować trochę słodkości, odpal wosk Summer Scoop!" Sądzę, że nie muszę nic więcej mówić na temat tego wosku :D Jest genialny! :D
Zapraszam do zapoznania się z ogromną ofertą strony Goodies
Ten zapach możecie znaleźć tutaj

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Puder ryżowy Ecocera

Hej! :*
Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją produktu, który niejednokrotnie wyszukiwałyście na moim blogu :D Chodzi o puder ryżowy marki Ecocera
Kupiłam go gdzieś w październiku ubiegłego roku w jednej z internetowych drogerii i używam praktycznie w każdy dzień aż do dzisiaj :)
Ale zacznijmy od danych technicznych :P Tak więc w opakowaniu znajdziemy 15g pudru, teraz spytacie czy to dużo? Tak, to bardzo dużo gdyż jest niesamowicie wydajny. Znajduje się w plastikowym zakręcanym pudełeczku, które nie wygląda na trwałe i wydaje mi się, że zderzenia z podłogą raczej by nie wytrzymało... Do opakowania była dołączona również gąbeczka, która po kilku może kilkunastu praniach rozeszła się... Na początku jej używałam ale kiedy skończyła swój żywot wzięłam się za używanie pędzla czego nie żałuję!
Wszystkie informacje znajdują się na jego kartonowym opakowaniu więc zachęcam do ich przeczytania (kliknijcie na zdjęcie aby je powiększyć) :).
Czas na moją opinię :) Więc puder wygląda  jak mąka, dosłownie - kolor, sypkość no wszystko się zgadza. Jak już wcześniej wspomniałam jest bardzo wydajny i wystarczy jego niewielka ilość aby ładnie zmatowić buźkę. Jest transparentny więc nie zauważyłam aby zmieniał kolor twarzy, możliwe jest to iż nie widzę gdyż jestem bladziochem :P Ale nie, przy nałożeniu odpowiedniej ilości nie ma koloru, ładnie się wtapia i super matowi buźkę na kilka godzin. Mam cerę mieszaną, trądzikową, która niestety przetłuszcza się w strefie T. Puder naprawdę dobrze działa i jestem z niego bardzo zadowolona :) To mój pierwszy taki sypki a do tego ryżowy puder i jestem nim oczarowana :D Kosztuje niewiele bo tylko 15zł - grzech nie wypróbować :D
Znacie ten puder? Macie takie samo zdanie na jego temat jak ja? A może właśnie nie? Czekam na Wasze opinie! :D

piątek, 1 kwietnia 2016

Pumpkin Frosting - Kringle Candle; seria: "Ostatni powiew zimy z LoveCosmetics"

Witajcie kochane! :*
Dzisiaj przychodzę z ostatnią notatką z serii "Ostatni powiew zimy z LoveCosmetics" :) Nie wiem jak Wam ale mi bardzo zleciały te cztery dni :) Ogólnie w ostatnich tygodniach, a może nawet miesiącach, dni lecą mi niemiłosiernie szybko... Przecież tyle co było Boże Narodzenie, a tu proszę - nawet Wielkanoc już za nami... Koniecznie napiszcie mi w komentarzach czy Wam również czas tak szybko ucieka :)
Trochę rozgadałam się o czasie, a tutaj miał być wpis o wosku Pumpkin Frosting Kringle Candle
Informacja o zapachu ze strony Goodies: Wosk marki Kringle Candle o wyjątkowo słodkim i przyjemnym zapachu ciasta dyniowego z mocnymi waniliowymi akcentami oraz wyczuwalnymi nutami gorącego karmelu i tartej czekolady.

Moja opinia:
 Na wstępie powiem, ze jest to mój pierwszy wosk Kringle Candle i jeden ogromny plus jaki dostrzegłam w tych woskach to opakowanie! Pudełeczko z przykrywką niezmiernie ułatwia przechowywanie wosku! Nie ma opcji żeby nam się rozsypał no i nie trzeba go chować do woreczków tak jak Yankee Candle. Dlatego też jeśli chodzi o opakowanie to 1:0 dla Kringle :)
Przechodząc do zapachu - jest to moja pierwsza nuta zapachowa opierająca się na dyni. Nigdy nic tak pachnącego nie miałam. Oczywiście na pierwszym planie jest już wyżej wymieniona dynia ale gdzieś w tle jest wyczuwalna słodka wanilia, która sprawia że woń przypomina świeżo upieczone ciasto. Jest bardzo przyjemny i otulający :)
 
Zapraszam do zapoznania się z ogromną ofertą strony Goodies
Ten zapach możecie znaleźć tutaj
Tak więc moja seria dobiegła już końca, były to tylko cztery wpisy ale zleciały jak jeden :)

czwartek, 31 marca 2016

Sugared Apple - Yankee Candle; seria: "Ostatni powiew zimy z LoveCosmetics"

Hej! :*
Właśnie się zorientowałam, że dzisiaj, w trzeci dzień mojej serii bez przerwy pojawiają się słodkie zapachy :P Czyli ta seria raczej nie jest dla osób, które nie przepadają za słodkimi nutami. Jutro będzie kolejna recenzja i już mogę zdradzić, że następny wosk będzie również w tych klimatach :P Jednak wróćmy do dzisiejszego wpisu, który jest poświęcony dla wosku Sugared Apple Yankee Candle
Informacja o zapachu ze strony Goodies:
Pyszne, bardzo soczyste i przyjemnie słodkie jabłka kojarzą nam się nierozerwalnie z przełomem lata i jesieni. Jednak kiedy takie dojrzałe kosztele czy makintosze posypiemy szczodrze cukrem – wnet staną się zimowym przysmakiem i dekoracją, która idealnie dopełni świąteczny wystrój domu. A przy okazji – dzięki magii Yankee Candle – tak ubarwione owoce otoczą wnętrza niepowtarzalnym, bardzo przyjaznym aromatem. Śnieżny wosk Sugared Apple to kwintesencja słodkiej soczystości dojrzałych jabłek przykrytych pierzynką nasyconego wanilią cukru. Ot, smakowity kąsek dla wszystkich łasuchów i gratka dla fanów klimatu świąt.

Moja opinia:
Przyznam, że do zakupu nakłoniła mnie kusząca naklejka ze smacznie wyglądającym jabłuszkiem :) Ten owoc niestety jest jednym z niewielu jakie jadam dlatego stwierdziłam, że faktem oczywistym jest to iż wpadnie w moje łapki. A jaki ten zapach jest w rzeczywistości? Otóż bardzo mocny, faktycznie wyczuwalne jest przepyszne jabłuszko jednak równie dobrze wyczuwalna jest słodycz. Mogę powiedzieć, że cukier jednak przeważa nad jabłkiem. Spodziewałam się tego owocu jako podstawę wosku Sugared Apple jednak tak jak wspomniałam przy słodkości cukru schodzi on na drugi plan. Aczkolwiek mimo wszystko będzie fajnym umilaczem na chłodniejsze dni :)

Zapraszam do zapoznania się z ogromną ofertą strony Goodies
Ten zapach możecie znaleźć tutaj
Miałyście do czynienia z tym woskiem? A może jednak ta mocna woń cukru Was do niego zniechęciła? Czekam na Wasze zdanie w komentarzach :)

środa, 30 marca 2016

Angel's Wings - Yankee Candle; seria: "Ostatni powiew zimy z LoveCosmetics"

Cześć! :*
Jak widać po tytule, moja seria trwa nadal i jest to jej drugi dzień :D Jeśli ktoś przeoczył wczorajszy wpis to zapraszam do nadrobienia :) Dzisiaj kilka słów o kolejnym zimowym wosku, a tym razem Angel's Wings Yankee Candle
Informacja o zapachu ze strony Goodies: Wosk z okolicznościowej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic. Wyczuwalne aromaty: wata cukrowa, płatki kwiatów oraz kremowa wanilia.

Moja opinia:
Na początku muszę przyznać, że gdy powąchałam ten wosk wydawał się bardzo delikatny. Jednak po odpaleniu okazało się iż jest bardzo intensywny i należy go zaliczyć do tych słodkich woni. Po wrzuceniu do kominka przede wszystkim wyczuwalna jest miła i otulająca słodycz - nie jest mdląca pod warunkiem, że nie wrzucimy zbyt dużo wosku do kominka. W tle wyczuwalna jest delikatna nuta kwiatów, która orzeźwia tą kompozycję i nadaje jej 'lekkości'. Jego nazwa oraz naklejka pasują idealnie do tego zapachu, który z jednej strony jest bardzo lekki ale z drugiej mocny i intensywny :)
 
Zapraszam do zapoznania się z ogromną ofertą strony Goodies
Ten zapach możecie znaleźć tutaj
Znacie ten wosk? :D Jeśli tak to podoba się Wam jego słodycz czy raczej nie? :)

wtorek, 29 marca 2016

Candy Cane Lane - Yankee Candle; seria: "Ostatni powiew zimy z LoveCosmetics"

Hej! :*
Tak jak obiecałam dzisiaj ruszam z nową serią "Ostatni powiew zimy z LoveCosmetics" :D Dlatego przybywam z recenzją pierwszego wosku :) Jest to Candy Cane Lane od Yankee Candle
Informacja o zapachu ze strony Goodies:
Wosk z okolicznościowej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic. Wyczuwalne aromaty: mięta pieprzowa, słodkie ciasteczka oraz kremowy waniliowy lukier.

Moja opinia
Przy wyborze tego zapachu gdy kompletowałam zamówienie, namówiła mnie jego urocza naklejka sugerująca, że wosk będzie bardzo słodki i 'smakowity'. Bardzo lubię takie zapachy dlatego bez wahania trafił do mojego koszyka na stronie Goodies. Gdy w rzeczywistości powąchałam go po raz pierwszy pachniał bardzo ładnie - słodko ale nie był mdlący. Jednak szybko zmieniłam zdanie gdy wrzuciłam go do kominka, a po kilku minutach jego aromat skrupulatnie znalazł się w każdym zakątku pokoju. Wtedy już było słodko, dusząco, mówiąc wprost mdliło od tej słodyczy. Stwierdziłam, że wrzuciłam go zbyt dużo do kominka i właśnie tak się okazało bo przy drugim podejściu dałam go o wiele mniej i zapach przerodził się w miłą, delikatną słodycz. Wniosek z tego taki iż tego wosku trzeba dawać naprawdę niewielką ilość, a wtedy jest bardzo przyjemny :)
Zapraszam do zapoznania się z ogromną ofertą strony Goodies
Ten zapach możecie znaleźć tutaj
 
A Wy miałyście ten wosk? :D

środa, 16 marca 2016

Christmas Memories - Yankee Candle

Cześć! :*
Wiem, że święta Bożego Narodzenia już dawno za nami jednak ja dopiero zabrałam się za napisanie kilu słów o wosku Christmas Memories od Yankee Candle
Informacja o zapachu ze strony Goodies:
Przyprawy korzenne, słodkie pierniczki i aromat unoszący się znad kufla parującego, winnego grzańca – tak większości z nas kojarzy się zapachowa esencja zimowych świąt. Mocny, bogaty aromat ociepla grudniowe wieczory i kreuje w magiczny sposób świąteczną, rodzinną atmosferę – niepowtarzalną, niosącą za sobą uczucie szczęśliwej celebracji. Na bazie takich słodkich, rozgrzewających nut specjaliści od aromaterapii stworzyli kompozycję Christmas Memories. Wątki idealnie doprawionych łakoci zamknięto w formie dekoracyjnego wosku, który – już w chwilę po podgrzaniu – wypełnia dom atmosferą przyjaźni, przywołując wszystkie, najlepsze, świąteczne wspomnienia.

Moja opinia:
Od razu przejdę do rzeczy: jest to najgorszy wosk jaki w życiu kupiłam... Gdy przyszło moje zamówienie z Goodies i otworzyłam przesyłkę momentalnie poczułam woń (żeby już nie powiedzieć smrodek :P) i się przeraziłam... Z opisu wosku wynikało, że będzie on idealny na świąteczny czas. Wyobrażałam go sobie jako przyjemny, otulający i miły jednak bardzo się myliłam. Długo próbowałam się przełamać i mimo wszystko wrzucić go do kominka i w końcu się udało... Efekt? Kilkugodzinne wietrzenie pomieszczenia. Jest bardzo mocny, ciężki i w sumie nie przypomina mi zapachu świąt w żadnym aspekcie...
 
Zapraszam do zapoznania się z ogromną ofertą strony Goodies
Ten zapach możecie znaleźć tutaj
Jak widać, takie ciężkie, korzenne nuty nie są dla mnie :(
A może Wam przypadł do gustu? :)

niedziela, 28 lutego 2016

L'biotica Biovax - intensywnie regenerująca maseczka

Hej! :*
Dawno nie było recenzji produktów do włosów więc dzisiaj nadrabiam tą zaległość :D Już kiedyś recenzowałam taką maskę z saszetki, możecie zerknąć tutaj. Na wstępie również wspominam dlaczego piszę recenzję takiego małego produktu :) Nie będę się już powtarzać dlatego odsyłam do wpisu :)
Jednakże dzisiaj chciałabym napisać kilka słów o intensywnie regenerującej maseczce do włosów ciemnych
Jak widać, saszetka zawiera 20ml maseczki, która spokojnie wystarczyła mi na 3 razy. Dlatego mogę już zaznaczyć iż jest bardzo wydajna. Łatwo rozprowadza się na włosach i ma przyjemny zapach. Jak już o zapachu to wyczuwałam go cały czas dopóki włosy były mokre po jej spłukaniu, potem raczej woń nie była wyczuwalna. Za każdym razem trzymałam ją około 20-25 minut po czym spłukiwałam chłodnym strumieniem wody. Z początku myślałam, że nic z tego nie będzie bo gdy włosy były jeszcze mokre to wydawały się szorstkie i poplątane, wówczas jedyną zaletą był wyżej wymieniony zapach, który się na nich utrzymywał. Jednak kiedy włosy zostały rozczesane i wyschły, okazało się iż pierwsze wrażenie było bardzo mylne, ponieważ stały się bardzo miękkie i ładnie błyszczały. Jednak nie widziałam nawet chwilowej poprawy końcówek, którą widziałam w innej wersji tej maski (link na początku wpisu). Jednak mimo to, wydaje mi się iż przy dłuższym jej stosowaniu również i końcówki mogłyby być w lepszym stanie :) Dlatego uważam, że maseczka spisała się całkiem nieźle, jednak bardziej przypadła mi do gustu wersja mleczna do odbudowy osłabionych włosów :D
A Wy znacie tą maskę? :D A może do gustu przypadła Wam jakaś inna jej wersja? :D

czwartek, 25 lutego 2016

Baby Lips Dr Rescue - Just Peachy

Witajcie Kochane! :*
Niedawno na moim Instagramie (https://www.instagram.com/loveecosmetics/) pokazałam, że moja obecna pomadka czyli wiśniowy Lip Smacker jest na wykończeniu... Dlatego też przyszedł czas na poszperanie w zbiorach i otworzenie następnego produktu czekającego w kolejce :D
Wybór padł na kolejną pomadkę Baby Lips tym razem z serii Dr Rescue
Co tu dużo mówić... Jest to moja druga pomadka Baby Lips, o pierwszej możecie przeczytać tutaj :)
Kiedy dowiedziałam się, że ta wersja zawiera mentol postanowiłam, że muszę ją wypróbować. Uwielbiam efekt przyjemnego chłodu na ustach dlatego ten produkt bardzo przypadł mi do gustu pod tym względem. Kolor, który wybrałam to Just Peachy - na ustach świetny, lekko błyszczący nudziak. Pomadki tej używam jakieś 3 tygodnie, może 4 i przyznam szczerze, że zużyłam ją już do połowy! Jeszcze nigdy nie poszło mi tak szybko z żadną pomadką, jednak tutaj to przyjemne uczucie chłodu nakłania mnie do naprawdę często smarowania ust :D Nawilżenie, w przeciwieństwie do jej poprzedniczki jest naprawdę całkiem dobre i gdy nałożę ją przed spaniem to rano mam bardzo miękkie usta - żadnych suchych skórek co u mnie bardzo często się zdarza w okresie zimowym :)
Jestem naprawdę zachwycona tą wersją pomadki i z pewnością kupię ją ponownie :D
A Wy macie swoje Baby Lips? :D

poniedziałek, 15 lutego 2016

Pędzel Beauty Crew BCF-30

Hej! :*
Dzisiaj przychodzę z moją pierwszą recenzją pędzla :D Jeszcze kilka miesięcy temu nie czułam potrzeby posiadania żadnego, a już szczególnie do podkładu, jednak obecnie - nie wyobrażam sobie wykonywania makijażu bez niego! :D  Dzisiaj kilka słów na temat jednego, a konkretnie o BCF-30 Beauty Crew
Pędzel ten zamówiłam gdzieś początkiem października, przy okazji robienia innych zakupów (jeśli ktoś mnie dokładnie śledzi to być może, że pamięta post z nowościami z tego sklepu internetowego). Jest on moim pierwszym pędzlem do podkładu i przyznam, że na początku byłam do niego negatywnie nastawiona. Jednak gdy zauważyłam, że metoda "wklepywania" podkładu w buzię sprawdza się całkiem nieźle - rozpoczęła się moja miłość do niego :D
Włosie jest naprawdę mięciutkie i niesamowicie przyjemne w dotyku, nic nie kuje nas w twarz. Sam pędzel jest w sobie dość ciężki ale jakoś mi to nie przeszkadza :)
Wielkością pasuje całkiem dobrze do mojej buzi, nie wiem do jakiego Hakuro można byłoby go porównać więc tego Wam niestety nie powiem.
Jeśli chodzi o mycie to tutaj jest troszkę gorzej ponieważ trzeba się trochę nagimnastykować i przede wszystkim uważać żeby za bardzo go nie namydlić bo wypłukanie piany z niego to mały dramat... Jednakże nie zauważyłam ani jednego włoska, który by z niego wypadł, czego niestety się obawiałam na samym początku. Po pewnym czasie zauważyłam, że jego rączka zaczyna się ruszać... Tak się ruszała coraz bardziej i bardziej, że w końcu odpadła (kto śledzi mnie na Instagramie to z pewnością widział, jeśli nie to zapraszam - https://www.instagram.com/loveecosmetics/ )
Na początku byłam zdruzgotana, bo jak to tak... Mój ukochany pędzel uległ zniszczeniu i co ja teraz zrobię? Jednak niewiele później stwierdziłam, że na luzie można go skleić :) Jak pomyślałam tak i zrobiłam więc pędzel jest już cały i zdrowy :D A tak właśnie wyglądał po "wypadku":
Z pewnością mogę Wam go polecić, a jeśli jeszcze nie używacie pędzli to zachęcam do rozpoczęcia ponieważ naprawdę ułatwiają wykonywanie codziennego makijażu :D

poniedziałek, 8 lutego 2016

Cherry Coca-Cola -LipSmacker

Cześć! :*
Coś ostatnio zaniedbałam bloga pod względem dodawania recenzji :P Ale już się poprawiam i dlatego przychodzę z recenzją LipSmacker'a o smaku wiśniowej Coca-Coli :)
Nie wiem czy pamiętacie ale jestem zwolenniczką przeróżnych pomadek do ust i właśnie dlatego skusiłam się na taki produkt. Miałam już kilka LipSmacker'ów m.in. o smaku Sprite'a i urodzinowej babeczki i wspominam je całkiem miło. Więc tym razem w moje łapki wpadła ta wersja. Zaraz po otwarciu czuć obiecany wiśniowy, bardzo przyjemny zapach. Muszę przyznać, że kiedyś takie pomadki kojarzyłam jako gadżet, posiadający smak ale robiący niewiele. Jednak gdy kupiłam swojego pierwszego LipSmackera przekonałam się, że one również fajnie nawilżają usta, a jest to dla mnie bardzo ważne i to szczególnie w okresie zimowym. Tym razem również się nie zawiodłam. Pomadka bardzo dobrze nawilżała usta, miała świetny smak ale i również  nadawała bardzo delikatny, czerwony kolorek naszym ustom :)
Niestety ta pomadka już się skończyła ale z pewnością wypróbuję kolejne wersje, tylko najpierw wykończę trochę zapasów :D
A Wy miałyście kiedyś jakiegoś LipSmacker'a? :D

niedziela, 31 stycznia 2016

Icicles - Yankee Candle

Cześć! :*
Dawno nie było tutaj recenzji wosku, a jeszcze kilka mam w zapasach do wypróbowania :) Jest to wosk raczej z klimatów tych zimowych, których u mnie niestety brak :( Śniegu już niestety nie ma, jest brzydko i ponuro :( Tak więc jestem! Z recenzją kolejnego wosku, tym razem Icicles.
Informacja o zapachu ze strony Goodies:
Wosk z okolicznościowej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic. Aromat szeleszczący sosnowych gałęzi pokrytych lodem z nutami cynamonu.

Moja opinia:
Nie ukrywam, że do zakupu skusiła mnie naklejka tego wosku z uroczym ptaszkiem na gałęzi :D Ale przejdźmy do rzeczy :) Przy wrzuceniu większej ilości wosku zadziorny aromat cynamonu niestety zaczyna męczyć, wówczas woń kojarzy mi się z drogimi sklepami i drogeriami. Jednak gdy wrzuci się jego niewielką ilość do kominka jest naprawdę delikatny i przyjemny. Jednakże w obu wersjach jest naprawdę piękny, chociaż przy pierwszej opcji szybko zaczyna mnie męczyć.
Sądzę, że zwolennicy zarówno delikatnych jak i mocniejszych zapachów polubią ten wosk, dostosowując aromat do swoich upodobań poprzez wrzucenie odpowiedniej ilości wosku do kominka :)

Zapraszam do zapoznania się z ogromną ofertą strony Goodies
Ten zapach możecie znaleźć tutaj
Znacie już ten wosk? :D Może Was również do zakupu skusiła jego urocza naklejka? :D

poniedziałek, 11 stycznia 2016

Krem do rąk Cztery Pory Roku - masło Shea i olejek lawendowy

Witajcie kochane! :*
Jest już wieczór, a ja mam za sobą dość ciężki dzień. Jednak postanowiłam, że wpadnę tutaj i naskrobię jakąś notatkę ostatkiem sił :) Ogólnie u mnie pogoda jest paskudna, obecnie leje... Przez to odechciewa się żyć... Do tego w szkole znowu zaczyna się czas pracy na najwyższych obrotach. Ale dam radę!
Dzisiaj wpadam tutaj z recenzją produktu, który towarzyszy mi przez większość ostatniego czasu :) Chodzi tutaj o krem do rąk z masłem Shea i olejkiem lawendowym marki Cztery Pory Roku
Krem mieści się w miękkiej tubce zawierającej 150ml. Posiada zamykanie na tzw. "klik" i póki co to działa całkiem w porządku. Nie otwiera się sam w torebce ale nie trzeba też używać bardzo dużo siły. Sam zapach na początku średnio przypadł mi do gustu. Na dłuższą metę wydawał mi się uciążliwy, jednak po kilku dniach się przyzwyczaiłam. Być może pierwsze wrażenie było takie ponieważ ogólnie nie przepadam za zapachem lawendy. Jeśli zaś chodzi o działanie to produkt dość szybko się wchłania w dłonie, jednak pozostawia delikatną tłustą powłoczkę. Dobrze nawilża i fajnie sprawdzał się kiedy na zewnątrz nie było ujemnych temperatur. Teraz niestety jest za słaby jak na moje wymagające dłonie... Nawilżenie i regenerację nadal widać, jednak nie jest to tak dobry efekt jak po innych kremach np. z Neutrogeny. Uważam go po prostu za przeciętniaka. Robić coś robi ale zachwycić mnie to jednak nie zachwycił.  Jednak mimo to chcę go zużyć do końca, bo nie lubię kiedy produkty się marnują :)
Macie ten krem? Może w innej wersji? :D Pamiętam, że miałam kiedyś jagodowy i był obłędny :D

piątek, 8 stycznia 2016

Moja pierwsza recenzja książki: Sarah Jio - Jeżynowa zima

Hej! :*
Pewnie już wszystkie zapomniałyście jak w ubiegłym roku zapowiedziałam małe zmiany na blogu - więcej postów w temacie niekosmetycznym. Między innymi zapowiedziałam wtedy, że planuję pokazać Wam książkę, którą niedawno przeczytałam. Wiele z Was wyraziło wtedy ogromne zainteresowanie tym co zamierzałam Wam przedstawić. Jednak dni mijały, inne posty krzątały się w mojej głowie, a obiecana recenzja książki odeszła w zapomnienie... Jednak dzisiaj wracam z tym tematem! Jest to pierwsza książka jaka pojawiła się na moim blogu. Do tego wpisu zachęciło mnie to, że po jej przeczytaniu byłam nią naprawdę zachwycona, tak więc mam nadzieję, że również i Wam przypadnie do gustu :D Ale koniec gadaniny! Do rzeczy! Chodzi tutaj o książkę "Jeżynowa zima" Sarah Jio 
Pewnego dnia wypożyczyłam ją z biblioteki i pamiętam doskonale ten moment, kiedy ściągnęłam ją z półki i na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Jeżynowa zima? A cóż to takiego? Rozbawiona a zarazem ciekawa treści postanowiłam ją przygarnąć na kilka dni. Tego samego dnia zaczęłam lekturę i tak oto jednym tchem przeczytałam prawię połowę książki za jednym zamachem! Nie mogłam się od niej oderwać, pomyślałam "olać naukę! to dzieło jest rewelacyjne!"
A czemóż tak było? Teraz w skrócie opowiem o książce. Jest podzielona na rozdziały, opisywane są historie dwóch kobiet. Ich historie pojawiają się naprzemiennie w rozdziałach. Historia jednej z kobiet zaczyna się rozgrywać w 1933 roku, a drugiej w 2010 roku. Na początku nic je nie łączy, dopóki w 2010 roku nie spada ogromna ilość śniegu, paraliżująca miasto. Jest to właśnie tytułowa 'jeżynowa zima'. Historia tej drugiej kobiety,Claire z bliższych nam czasów toczy się w ten sposób, że odkrywa ona historię tej z 1933 roku czyli Very. Niespodziewanie odkrywa, że coś łączy ją z kobietą z poprzedniego wieku. Historia Very w rozdziałach o niej jest opisywana na bieżąco, jednak bliższych szczegółów i rozwiązania najważniejszej sprawy dowiemy się w rozdziałach o Claire. Historie obu kobiet są naprawdę skomplikowane i każda z nich przeszła w swoim życiu "coś".
Wiem, że to wszystko opisałam bardzo skomplikowanie ale jestem tak podekscytowana fabułą tej książki mimo, że czytałam ją już z 1,5 miesiąca temu ale nadal ciężko mi pozbierać myśli i ułożyć w dobry opis :)
Nie będę nic więcej mówić, zachęcam do przeczytania każdej z Was osobiście! Obiecuję, że nie pożałujecie! Co więcej mogę powiedzieć? Otóż na samym końcu popłakałam się. Tak, śmieszne, bo to tylko książka ale wywarła na mnie ogromne wrażenie, że nie obeszło się bez łez.
Poniżej możecie zobaczyć jej skrócony opis znajdujący się w książce
Jak widać autorka wydała też inne powieści, które chciałabym niesamowicie przeczytać i dlatego muszę się zorientować czy są jakieś w mojej bibliotece :)
Nie wiem czy lubicie takie książki ale naprawdę polecam Wam jej przeczytanie całym moim serduchem!

środa, 6 stycznia 2016

Berry Trifle - Yankee Candle

Witajcie kochane! :*
Czas szybciutko leci, jutro już wracam do codzienności gdyż niestety kończy mi się wolne :( Ale tylko dwa dni i znowu weekend :D To takie moje małe pocieszenie. Przez ten czas trochę odpoczęłam i wzięłam się do roboty pod względem bloga, założyłam również Instagrama (zapraszam - https://www.instagram.com/loveecosmetics/). Z jednej strony uważam te dwa ostatnie tygodnie za pracowite ale ogólnie w taki przyjemny sposób :) Mam nadzieję, że Wy też wypoczęłyście i dobrze rozpoczęłyście ten nowy 2016 rok :D
Ale tyle gadaniny, czas przejść do sedna dzisiejszego wpisu :) Tematem głównym będzie kolejny wosk Yankee Candle, tym razem Berry Trifle
Informacja o zapachu ze strony Goodies:
Wosk ze świątecznej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic o orzeźwiającym zapachu owoców jagodowych zatopionych w delikatnym kremie waniliowym.

Moja opinia:
Gdy kompletowałam swoje zamówienie i znalazłam ten wosk stwierdziłam, że musi on koniecznie wpaść do mojego koszyka. Wyobraziłam sobie cudowny słodko-rześki zapach i z niecierpliwością czekałam aż odpalę go po raz pierwszy w kominku. Gdy już trzymałam go w swoich łapkach nadeszło małe rozczarowanie gdyż moje wyobrażenia nieco odbiegały od rzeczywistego zapachu wosku. Trochę zawiedziona wrzuciłam go do kominka i wyszłam do kuchni, zamykając pokój na klamkę. Tam spędziłam kilkanaście dobrych minut i kompletnie zapomniałam o odpalonym wosku. Po powrocie, gdy tylko otworzyłam drzwi, w mój nos uderzył piękny orzeźwiający zapach owoców połączony z delikatną nutą słodkości. Totalnie się w nim zakochałam. Odpalony wosk jest odzwierciedleniem moich wyobrażeń! I z pewnością do niego wrócę ponownie!

Zapraszam do zapoznania się z ogromną ofertą strony Goodies
Ten zapach możecie znaleźć tutaj
Znacie ten zapach? Może również jesteście nim oczarowane tak jak ja lub wręcz odwrotnie? :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...